Mateusz Piotrowski "Zew pustki"

 

Są książki, które od pierwszych stron zabierają czytelnika do świata zupełnie innego niż wszystko, co znał do tej pory. Tak właśnie było w przypadku „Zewu pustki” Mateusza Piotrowskiego. To niezwykle oryginalna powieść łącząca science fiction, dieselpunk i klimat noir, osadzona w realiach przypominających lata dwudzieste i trzydzieste XX wieku. Art déco, nieme kino, swing, blues i wszechobecna tajemnica tworzą niepowtarzalną atmosferę, od której naprawdę trudno się oderwać.
Historia rozpoczyna się pozornie prostą misją. Wojskowy banita Crenshaw otrzymuje rozkaz eskortowania Jacka Prestona do placówki Korpusu w Minnsouth. Szybko okazuje się jednak, że nic nie jest takie, jakim wydaje się na początku, a bohaterowie zostają wciągnięci w skomplikowaną intrygę pełną sekretów, niebezpiecznych hybryd, tajemniczych anomalii oraz atomusów posiadających niezwykłe zdolności.

Największym atutem tej powieści jest dla mnie doskonale wykreowany świat. Autor zadbał o najmniejsze szczegóły, dzięki czemu wszystko wydaje się spójne i wiarygodne, mimo że mamy do czynienia z fantastyką. Bardzo podobały mi się opisy stworzeń, walk oraz niewyjaśnionych zjawisk. Są niezwykle obrazowe i mocno działają na wyobraźnię, pozwalając niemal zobaczyć wszystkie wydarzenia oczami wyobraźni. Każda scena została starannie dopracowana, a jednocześnie autor nie przesadza z rozwlekłymi opisami. Dialogi są naturalne, dobrze napisane i nie ma tu miejsca na zbędne fragmenty.
Ogromnym plusem są również bohaterowie. Crenshaw od samego początku wzbudził moją sympatię i z każdą kolejną stroną coraz bardziej kibicowałam jego poczynaniom. Jednocześnie brakowało mi odpowiedzi na pytanie, dlaczego właściwie został banitą. Mam nadzieję, że w kolejnej części autor szerzej przedstawi jego przeszłość, ponieważ jest to postać, którą naprawdę chciałabym lepiej poznać.
Ciekawie wypadł także motyw atomusa. Początkowo było mi go nawet żal, jednak wraz z rozwojem wydarzeń zaczęłam patrzeć na niego z coraz większą podejrzliwością. To pokazuje, że autor potrafi umiejętnie prowadzić czytelnika i sprawić, że jego ocena bohaterów zmienia się wraz z odkrywaniem kolejnych elementów historii.

Bardzo spodobało mi się również przedstawienie świata rządzonego przez wpływowych ludzi, korupcję i przekonanie, że władza daje pełną bezkarność. Ten mroczny klimat świetnie współgra z elementami fantastycznymi i kryminalnymi. Właśnie takie połączenia lubię najbardziej – tajemnice, niewyjaśnione zjawiska, odrobina magii oraz zagadka, która stopniowo odsłania swoje kolejne elementy.
Jedynym drobnym minusem był dla mnie brak kilku wyjaśnień dotyczących fabuły. W kilku momentach miałam ochotę dowiedzieć się nieco więcej o niektórych wydarzeniach i bohaterach. Nie przeszkodziło mi to jednak w czerpaniu przyjemności z lektury – wręcz przeciwnie, sprawiło, że jeszcze bardziej czekam na kontynuację.

Na uwagę zasługują również ilustracje, które pomagają lepiej wyobrazić sobie przedstawiony świat, oraz mroczna okładka doskonale oddająca klimat powieści.

„Zew pustki” to książka dla osób, które cenią oryginalne światy, dopracowane uniwersa i mroczne historie z nutą tajemnicy. Mateusz Piotrowski stworzył niezwykle klimatyczną opowieść, w której science fiction, dieselpunk i kryminał tworzą bardzo udaną całość. Ja z przyjemnością sięgnę po kolejny tom i mam nadzieję, że znajdę w nim odpowiedzi na pytania, które pozostały po zakończeniu tej części.


Dziękuję wydawnictwu PLANETA CZYTELNIKA za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Stephanie Garber "Caraval"

Małgorzata Kalicińska "Dom na głowie czyli gang seniorów i ja"

Kalina Jaszczur "Ukojenie"