Joseph Smitch Fletcher "Morderstwo w ławie fundatora"
Są takie książki, które już od pierwszych stron przenoszą czytelnika w zupełnie inną epokę. „Morderstwo w ławie fundatora” Josepha Smitha Fletchera jest właśnie jedną z nich. Dzięki tej powieści przeniosłam się do lat dwudziestych XX wieku, do spokojnej, angielskiej miejscowości Linwood, otoczonej sadami i średniowiecznym murem kościoła. To miejsce z pozoru sielskie i ciche, jednak szybko okazuje się, że pod powierzchnią tej pozornej spokojności kryje się tajemnica.
W miejscowym kościele dochodzi do świętokradczej kradzieży. Z sejfu w zakrystii znikają bezcenne artefakty – złoty kielich, patena oraz dwa iluminowane manuskrypty. Jakby tego było mało, tego samego dnia w ławie fundatora zostaje znalezione ciało miejscowego kłusownika. Z pozoru są to dwie różne sprawy, jednak szybko okazuje się, że mogą mieć ze sobą znacznie więcej wspólnego, niż początkowo można przypuszczać.
Zaniepokojony rozwojem wydarzeń kanonik zwraca się o pomoc do prywatnych detektywów – Camberwella i Chaneya. Para detektywów staje przed niełatwym zadaniem. Muszą ustalić, kto miał dostęp do sejfu, kto znał jego zabezpieczenia, kto mógł wiedzieć o wartości skradzionych przedmiotów i przede wszystkim – kto miał powód, by posunąć się do morderstwa.
Bardzo lubię takie książki, które nie
tylko opowiadają historię kryminalną, ale również pozwalają
przenieść się w czasie. Fletcher doskonale oddaje atmosferę
dawnej Anglii. Czytając, można wyobrazić sobie ówczesne życie,
sposób zachowania bohaterów, ich stroje, zwyczaje oraz relacje
społeczne. To właśnie ten klimat sprawił, że lektura była dla
mnie czymś więcej niż tylko próbą rozwiązania zagadki.
Akcja
ani przez chwilę nie zwalnia. Autor nie zasypuje czytelnika zbędnymi
opisami, które niejednokrotnie pojawiają się we współczesnych
powieściach. Każdy szczegół ma tutaj znaczenie, a nawet pozornie
błahy element może okazać się ważnym fragmentem całej
układanki. Duża liczba bohaterów początkowo może wydawać się
wyzwaniem, jednak każdy z nich został dobrze wykreowany i odgrywa
swoją rolę w misternie skonstruowanej intrydze.
Szczególnie
przypadła mi do gustu para detektywów, która we współpracy z
policją krok po kroku odkrywa kolejne elementy zagadki. Ich
inteligentne dialogi, spostrzegawczość i umiejętność łączenia
pozornie niepasujących do siebie faktów świetnie wpisują się w
charakter klasycznego kryminału.
Fletcher był niezwykle płodnym
angielskim pisarzem i dziennikarzem, autorem ponad 230 książek
zarówno z zakresu beletrystyki, jak i literatury faktu. Bywa
określany mianem jednego z twórców złotej ery kryminału. Po
lekturze „Morderstwa w ławie fundatora” trudno się z tym nie
zgodzić. Jego styl kojarzył mi się momentami ze współczesnym
Conanem Doyle’em – jest elegancki, przejrzysty i skupiony przede
wszystkim na zagadce oraz dedukcji.
To kolejna książka tego
autora, która bardzo przypadła mi do gustu. Jest lekka, wciągająca
i świetnie napisana, a jednocześnie posiada wszystko, czego
oczekuję od dobrego, klasycznego kryminału: tajemnicę, morderstwo,
kradzież, liczne podejrzenia, inteligentną intrygę i nieoczywiste
rozwiązanie.
„Morderstwo w ławie fundatora” polecam nie
tylko miłośnikom klasycznych kryminałów, ale również wszystkim,
którzy lubią historie osadzone w dawnych czasach. To kryminał z
krwi i kości, w którym każdy szczegół ma znaczenie, a
rozwiązanie zagadki potrafi zaskoczyć.
Dziękuję Stowarzyszeniu
SZTUKATER za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Komentarze
Prześlij komentarz