Grzegorz Pul "Przechodząc, odciskam ślady łap"

 

Książka, która trafi prosto do serca każdego kociarza
Są książki, które bawią, są takie, które wzruszają, a są też takie, które sprawiają, że co chwilę uśmiechamy się, bo doskonale rozumiemy opisywane sytuacje. „Przechodząc odciskam ślady łap” autorstwa Grzegorza Pula należy właśnie do tej ostatniej grupy. To ciepła, pełna humoru i emocji opowieść o codzienności z kotami, która zachwyci nie tylko miłośników mruczków, ale również osoby, które jeszcze nie odkryły, jak wiele radości potrafią wnieść do życia.
Autor zabiera nas do dużego polskiego miasta, gdzie poznajemy narratora, jego partnerkę, syna oraz niezwykłą kocią ekipę z charyzmatyczną Dziubą na czele. To historia o zwyczajnym życiu, które z chwilą pojawienia się kotów staje się pełne niespodzianek, chaosu, futra na ubraniach i bezwarunkowej miłości. Grzegorz Pul z ogromnym wyczuciem opisuje relacje między ludźmi i zwierzętami, pokazując, jak bardzo potrafią one zmienić codzienność.


Ogromnym atutem książki jest jej autentyczność. Każdy, kto mieszka z kotem, odnajdzie tutaj znajome sytuacje – od pilnowania godzin karmienia, przez wizyty u weterynarza, pakowanie do transportera i podawanie leków, aż po nieustanne zastanawianie się, czy nasz futrzasty przyjaciel na pewno jest zdrowy i szczęśliwy. Autor doskonale pokazuje, że to nie kot dopasowuje się do człowieka, ale człowiek do kota. I właśnie w tym tkwi cały urok wspólnego życia.
Sama mam jednego kota – pana Wąska – i od pierwszego dnia całkowicie zawładnął moim sercem. Choć autor opisuje harce kilku kotów, mój jeden potrafi narozrabiać za dwóch. Jedzenie musi pojawić się w misce o określonej godzinie, najlepiej co do minuty, bo inaczej od razu daje mi do zrozumienia swoje niezadowolenie. Doskonale wiem też, że po pewnym czasie człowiek dochodzi do jednego wniosku – to nie kot mieszka u niego, tylko on mieszka u kota.
Książka jest pełna humoru i autoironii, ale nie brakuje w niej również bardzo poruszających momentów. Szczególnie mocno wybrzmiewa temat rozstania z ukochanym zwierzęciem. Końcówka wywołała u mnie łzy i przypomniała, jak bolesne jest pożegnanie przyjaciela, który przez wiele lat był częścią rodziny. To fragment, który z pewnością poruszy każdego opiekuna zwierząt.


Bardzo podobał mi się również styl autora. Pisze lekko, naturalnie i z ogromnym wyczuciem, dzięki czemu książkę czyta się błyskawicznie. Od pierwszych stron miałam wrażenie, jakbym słuchała opowieści znajomego kociarza, który z humorem dzieli się swoimi doświadczeniami.
Na uwagę zasługuje także piękna okładka oraz hasło umieszczone na książce. Trudno się z nim nie zgodzić – dopóki nie ma się kota, nie wie się, że jest się jego miłośnikiem. Ja przekonałam się o tym na własnej skórze. Nawet po najgorszym dniu wystarczy, że wrócę do domu, pogłaszczę mojego Wąska i posłucham jego mruczenia, a świat od razu staje się lepszy.


„Przechodząc odciskam ślady łap” to książka pełna ciepła, śmiechu i wzruszeń. To opowieść o miłości do zwierząt, odpowiedzialności i niezwykłej więzi, jaka rodzi się między kotem a człowiekiem. Jestem przekonana, że pozostanie ze mną na długo i z całego serca polecam ją wszystkim – zarówno doświadczonym kociarzom, jak i tym, którzy dopiero czekają na swojego pierwszego mruczącego przyjaciela. Być może po jej lekturze odkryją, że od zawsze byli miłośnikami kotów, tylko jeszcze o tym nie wiedzieli.



Dziękuję wydawnictwu NIE POWIEM za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Stephanie Garber "Caraval"

Małgorzata Kalicińska "Dom na głowie czyli gang seniorów i ja"

Kalina Jaszczur "Ukojenie"